Mówią, że dawno temu, choć żyją jeszcze ludzie, którzy dobrze pamiętają tamte czasy, po górach ziemi kłodzkiej wędrował pewien przewodnik.
Znał niemal każdą ścieżkę. Każdy strumień i każdą górską dolinę. Wiedział, gdzie o poranku słońce wschodzi najpiękniej, gdzie wśród drzew zostały ślady dawnych mieszkańców i które skały od stuleci strzegą swoich tajemnic.
Znał też legendy. Niezliczone.
Opowiadał o zaklętych księżniczkach, o ukrytych skarbach, o stworzeniach, których nikt nie widział, i o zamkach, których próżno dziś szukać na mapach. Wiele z tych historii sam zapisywał. Ratował je przed zapomnieniem.
Najbardziej jednak lubił dzielić się nimi z ludźmi.
Szczególną radość dawały mu spotkania z dziećmi. Siadał pośród nich, zaczynał opowieść , a świat wokół nagle stawał się inny. Zwykły kamień okazywał się zaklętym olbrzymem. Stara ruina siedzibą rycerza. Leśna ścieżka drogą do ukrytego królestwa.
Dzieci słuchały z zapartym tchem. Kiedy kończył jedną historię, od razu prosiły o następną. A on nigdy nie potrafił im odmówić. Podobnie jak każdemu, kto potrzebował pomocy.
Był dobry. Nie przechodził obojętnie obok cudzych trosk. Dla każdego znajdował czas i dobre słowo, a kiedy trzeba było, także pomocną dłoń. Ludzie wiedzieli, że mogą na niego liczyć.
Łatwo go było poznać. Prawie zawsze miał na sobie czerwony sweterek, który z czasem stał się równie znany jak jego legendy. Gdy dzieci dostrzegały w oddali znajomą sylwetkę, wiedziały, że za chwilę usłyszą kolejną niezwykłą historię.
Niektórzy żartowali, że ten sweterek ma w sobie odrobinę magii. Bo gdziekolwiek pojawiał się jego właściciel, tam robiło się cieplej i weselej. Nawet w najbardziej pochmurny dzień.
Niewielu znało jednak największą tajemnicę przewodnika. Od wielu lat przyjaźnił się z samym Liczyrzepą, potężnym władcą gór. I to była przyjaźń niezwykła.
Liczyrzepa potrafił sprowadzać burze, zmieniać bieg strumieni i strzec skarbów ukrytych głęboko pod ziemią. Rzadko ufał ludziom. Zbyt często widział ich chciwość, pychę i pragnienie bogactwa.
Przewodnik był inny.
Nie prosił o złoto ani o drogocenne kamienie. Nie chciał wiedzieć, gdzie leżą największe skarby. Prosił tylko o jedno. O kolejne opowieści. Władca gór szybko zrozumiał, że ten człowiek potrafi docenić bogactwo, którego nie da się zważyć ani przeliczyć na pieniądze. I tak zostali przyjaciółmi.
Najchętniej spotykali się przy źródle Nysy Kłodzkiej. Przewodnik upodobał sobie to miejsce. Często przychodził tu sam, siadał nieopodal wody wypływającej spod ziemi i długo wsłuchiwał się w jej szmer.
Pewnego razu Liczyrzepa zapytał:
– Przyjacielu, widziałeś tyle pięknych miejsc. Dlaczego tak często wracasz właśnie tutaj?
Przewodnik spojrzał na niewielki strumień.
– Bo tutaj wszystko się zaczyna.
– Jak to?
– Spójrz na tę wodę. Na początku jest jej tak mało, że można by pomyśleć, iż nigdy nie dopłynie daleko. A jednak płynie, zbiera kolejne strumienie i z czasem staje się wielką rzeką.
Liczyrzepa odparł:
–Wiem o tym doskonale. W końcu jestem władcą gór.
Przewodnik uśmiechnął się.
– Ale czy pomyślałeś kiedyś, że z opowieściami jest tak samo? Wystarczy opowiedzieć jedną historię jednemu dziecku. Ono przekaże ją drugiemu, potem własnym dzieciom, a może nawet wnukom. I tak jedna mała opowieść może popłynąć przez cały świat.
Liczyrzepa długo przyglądał się wodzie.
– Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób.
Przewodnik roześmiał się:
– Widzisz? Nawet władca gór może się czegoś nauczyć od zwykłego człowieka!
Innym razem, gdy obaj odpoczywali przy źródle, przewodnik zapytał:
– Powiedz mi, przyjacielu, dlaczego zdradzasz mi tyle swoich tajemnic? Przecież przez setki lat pilnie ich strzegłeś.
Liczyrzepa milczał chwilę. Potem powiedział:
– Bo nawet najpiękniejsza historia kiedyś umrze, jeśli nikt jej nie opowie.
– Ale przecież jesteś nieśmiertelny. Możesz opowiadać je przez kolejne stulecia.
– Mogę. Ale ludzie się mnie boją. Jedni przede mną uciekają, inni szukają mojego złota. Niewielu chce po prostu usiąść i posłuchać.
Spojrzał na przyjaciela.
– Ty jesteś inny. Potrafisz słuchać. A co ważniejsze, potrafisz sprawić, że inni też chcą słuchać. Dlatego powierzam ci moje opowieści.
Od tamtej pory przewodnik został powiernikiem tajemnic Ducha Gór.
Liczyrzepa opowiadał mu o wydarzeniach, których był świadkiem przed setkami lat. O dawnych mieszkańcach, o zaginionych osadach, o ukrytych skarbach i o niezwykłych przygodach, jakie przeżywał, wędrując po Sudetach.
Przewodnik słuchał uważnie. A potem zapisywał.
Pisał wieczorami, czasem do późnej nocy, żeby nie uronić ani jednego szczegółu. Kiedy kończył kolejną legendę, ruszał w świat i opowiadał ludziom to, co usłyszał od swojego niezwykłego przyjaciela.
W ten sposób historie, które przez stulecia znał tylko Liczyrzepa, zaczęły żyć własnym życiem. Trafiały do domów, szkół i bibliotek. Wędrowały z ludźmi górskimi szlakami, rozbrzmiewały przy ogniskach, zamieszkały w dziecięcej wyobraźni.
Czasem sam Liczyrzepa przybierał postać starego wędrowca i przysłuchiwał się tym opowieściom. Stawał gdzieś z tyłu, opierał się na kosturze i patrzył na zasłuchane twarze dzieci. Pośród nich siedział jego przyjaciel w czerwonym sweterku i z uśmiechem opowiadał kolejną historię.
I choć Liczyrzepa nigdy by się do tego nie przyznał, był z niego bardzo dumny. Pewnego dnia powiedział:
– Dziwny z ciebie człowiek. Znam takich, którzy oddaliby wszystko za jeden mój skarb. A ty poświęcasz tyle czasu innym i niczego nie oczekujesz w zamian.
– Ależ dostaję bardzo wiele!
– Doprawdy? Co takiego?
– Uśmiech dziecka, które usłyszało piękną legendę. Wdzięczność człowieka, któremu mogłem pomóc. Radość kogoś, kto dzięki mnie odkrył nowe miejsce. Czy są cenniejsze skarby?
Liczyrzepa pokiwał głową.
– Nie, przyjacielu. Nie ma.
Mijały lata.
Przewodnik wciąż chodził po ukochanych górach, pisał kolejne legendy i pokazywał ludziom piękno ziemi kłodzkiej. Z czasem jednak jego kroki stały się wolniejsze, a wędrówki wymagały coraz więcej sił.
Coraz częściej wracał więc nad źródło Nysy Kłodzkiej. Tam mógł odpocząć, posłuchać szumu wody i powspominać wszystkie przebyte szlaki. Aż pewnego jesiennego popołudnia wydarzyło się coś niezwykłego.
Liczyrzepa przyszedł nad źródło, ale tym razem się nie uśmiechał. Wyglądał na zatroskanego. Przewodnik zauważył to od razu.
– Co się stało, przyjacielu?
Władca gór usiadł obok.
– Potrzebuję twojej pomocy.
Przewodnik spojrzał na niego ze zdumieniem.
– Mojej? Przecież potrafisz rozkazywać wichrom, sprowadzać burze i przenosić ogromne głazy. W czym mógłbym ci pomóc?
Liczyrzepa westchnął.
– Istnieje pewna kraina. Bardzo daleka, ukryta za górami, których nie znajdziesz na żadnej mapie. Są tam doliny piękniejsze niż wszystkie, które widziałeś, lasy starsze od najstarszych drzew i szczyty sięgające samych gwiazd.
Przewodnik zawołał:
– Brzmi wspaniale!
– Być może. Ale jest z nią pewien problem.
– Jaki?”
– Tamte góry nie mają swoich legend.
Przewodnik zmarszczył brwi.
– Jak to nie mają?
– Nikt nie opowiada o ich tajemnicach. Nikt nie pamięta historii dawnych mieszkańców. Dzieci patrzą na góry i widzą tylko skały. Mijają stare drzewa i nie zastanawiają się, co te drzewa mogłyby im opowiedzieć. A kiedy zapada wieczór, nikt nie siada obok nich, żeby zabrać je w świat wyobraźni.
Przewodnik posmutniał.
– To bardzo smutna kraina.
– Właśnie dlatego przychodzę do ciebie.
– Ale dlaczego do mnie?
Liczyrzepa spojrzał mu prosto w oczy.
– Znam wielu ludzi, którzy potrafią chodzić po górach. Znam takich, którzy umieją opowiadać historie. Znam też takich, którzy napisali całe księgi o tajemnicach świata.
Na chwilę zamilkł.
– Ale niewielu spotkałem takich, którzy potrafią sprawić, że drugi człowiek pokocha miejsce, którego wcześniej nawet nie znał.
Przewodnik spuścił wzrok.
– Przeceniasz mnie, przyjacielu.
– Nie. Przez lata patrzyłem, jak pomagasz ludziom. Jak rozmawiasz z dziećmi. Jak cierpliwie odpowiadasz na ich pytania. Widziałem też, co zrobiłeś z moimi opowieściami. Przez całe stulecia znałem je tylko ja. Ty sprawiłeś, że poznał je świat.
Liczyrzepa położył dłoń na ramieniu przyjaciela.
– Od dawna zbieram historie tamtej krainy. Wiem już o jej dawnych mieszkańcach, o niezwykłych wydarzeniach i o tajemnicach, które skrywają tamtejsze góry. Ale co z tego, skoro nie mam komu ich powierzyć? Potrzebuję kogoś, kto je zapisze i opowie innym. Tak, jak ty robiłeś to tutaj.
Przewodnik długo milczał.
W końcu zapytał:
– A daleko stąd?
– Bardzo daleko.
– Będę mógł wrócić?
Liczyrzepa nie odpowiedział od razu.
– To podróż, z której nie wraca się dawnymi ścieżkami.
Przewodnik zrozumiał.
Popatrzył na źródło, przy którym spędził tyle pięknych chwil, a potem na góry dookoła. Powiedział cicho:
– Tyle jeszcze chciałem tu zrobić. Tyle legend napisać. Tyle miejsc pokazać ludziom. Tyle dzieci czeka na moje opowieści.
Liczyrzepa przysunął się bliżej.
– Pamiętasz, czego nauczyłeś mnie właśnie tutaj, przy tym źródle?
Przewodnik zapytał z uśmiechem: – Że nawet władca gór nie wie wszystkiego?
Liczyrzepa roześmiał się.
– Tego też! Ale mówiłeś, że opowieści są jak rzeka. Raz wypowiedziane, płyną dalej, nawet kiedy ten, kto je opowiedział, zostaje daleko za nimi.
Przewodnik popatrzył na wodę.
– Pamiętam.
– Twoje historie już ruszyły w świat. Są w książkach, żyją w pamięci ludzi i w wyobraźni dzieci. Nie musisz się bać, że zaginą.
– A jeśli kiedyś ludzie o mnie zapomną?
Liczyrzepa pokręcił głową.
– Być może przyjdzie dzień, w którym nie wszyscy będą pamiętać twoje imię. Ale będą ludzie, którzy dzięki tobie pokochali góry. Będą dzieci, które dorosną i opowiedzą twoje legendy własnym dzieciom. Będą też tacy, którzy podadzą pomocną dłoń drugiemu człowiekowi, bo kiedyś ty podałeś ją im.
Wskazał płynącą wodę.
– Czy rzeka pamięta każdą kroplę, od której się zaczęła? Nie. A jednak bez tych kropli nigdy by nie powstała.
Przewodnik otarł dłonią oczy.
– Przez całe życie opowiadałem ludziom twoje historie – powiedział cicho.
Liczyrzepa uśmiechnął się łagodnie.
– Wiem, przyjacielu. A teraz inni będą opowiadać twoją.
Siedzieli długo w milczeniu. Słońce chyliło się ku zachodowi, a nad lasem pojawiały się pierwsze wieczorne mgły. W końcu przewodnik spojrzał na Liczyrzepę.
– Mówisz, że w tej krainie są dzieci, które nie znają żadnych legend?
– Tak.
– I nikt nie pokaże im tajemnic ich gór?
– Nikt.
Przewodnik wstał powoli z kamienia. Poprawił czerwony sweterek, zarzucił plecak na ramiona i chwycił wysłużony kij.
– To na co jeszcze czekamy? Przecież nie możemy zostawić tych dzieci bez opowieści!
Liczyrzepa uśmiechnął się szeroko.
– Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć.
Wyruszyli o zachodzie słońca. Szli przez lasy, które przewodnik znał od lat. Mijali górskie potoki, stare drzewa i skały, o których opowiedział już tyle niezwykłych historii. Przy każdej zatrzymywał się na chwilę. Nie po to, żeby się pożegnać. Raczej żeby jeszcze raz spojrzeć na miejsca, które tak bardzo kochał.
W końcu dotarli na grzbiet, za którym nie prowadził już żaden znany szlak. Przed nimi rozciągała się kraina rozświetlona złotym blaskiem. W oddali majaczyły nieznane szczyty, a między nimi wiły się rzeki, których nazw nie zapisano na żadnej mapie.
Przewodnik stanął zdumiony. Wyszeptał:
– Tyle gór…
– A każda skrywa własną historię – powiedział Liczyrzepa.
– Czyli będziemy mieli mnóstwo pracy.
– Obawiam się, że nigdy nam jej nie zabraknie.
Obaj roześmiali się serdecznie. I ruszyli dalej, aż ich sylwetki zniknęły w ostatnich promieniach zachodzącego słońca.