Przejdź do treści
Strona główna » Opowieści » Słonik został. Historia schroniska, które zniknęło spod Śnieżnika

Słonik został. Historia schroniska, które zniknęło spod Śnieżnika

Kamienny słonik pod Śnieżnikiem miał kiedyś sąsiada. I to całkiem dużego. Tuż obok rzeźby stało schronisko. Zatrzymywali się w nim turyści, spotykali artyści. Budynek zniknął w 1971 roku. Słonik został i dziś jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli góry.

Zatrzymaj się na chwilę przy starych fotografiach. Duży dom, okna, dach. Wokół górski krajobraz, który znasz, a jednak jakby nie do końca. Trudno uwierzyć, że to to samo miejsce.

To schronisko księcia Liechtensteina. Po czesku Lichtenštejnova chata.

Dom wysoko w górach

Otwarto je w 1912 roku na południowo-wschodnim zboczu Śnieżnika, po dzisiejszej czeskiej stronie granicy. Powstało z inicjatywy Morawsko-Śląskiego Sudeckiego Towarzystwa Górskiego. Nazwę zawdzięczało księciu Liechtensteinowi, który wsparł przedsięwzięcie.

Schronisko księcia Liechtensteina na Śnieżniku

Budynek stał na wysokości około 1375 metrów. Miał pokoje, jadalnię i zbiorową noclegownię. Wodę doprowadzano początkowo ze źródła Morawy.

Za tymi informacjami łatwo jednak zgubić to, co najciekawsze. Schronisko nie było pocztówką. Było czyjąś codziennością. Trzeba je było ogrzać, zaopatrzyć, przygotować dla gości. Widok z okna nie zwalniał z żadnego z tych obowiązków.

Skąd wziął się słonik?

W okresie międzywojennym schronisko było miejscem spotkań artystów z grupy Jescher. Z nimi związana jest rzeźba, która stanęła obok budynku w 1932 roku.

Projekt przygotowała Amei Halleggerová, a wykonała go firma kamieniarska Förster ze Zlatych Hor.

Dziś łatwo potraktować słonika jak sympatyczną ciekawostkę na szlaku. Nie do końca tak jednak jest. To raczej ślad ludzi, którzy spotykali się w domu, którego już nie ma.

Na starych zdjęciach słonik towarzyszy schronisku. Na współczesnych sam został głównym bohaterem tego miejsca.

Mówią, że dotknięcie trąby słonika przynosi szczęście

Chciała zadzwonić. Gospodarz otworzył okno

O życiu w schronisku opowiadała po latach Liselotte Nováková, żona ostatniego gospodarza. Jej wspomnienia zachował czeski projekt Paměť národa.

Liselotte i Otto Novákowie objęli schronisko w 1964 roku. Z jej relacji wyłania się miejsce, które wymagało pracy, ale było też pełne drobnych, zwyczajnych historii.

W pokojach stały piece. Goście mieli palić w nich sami, choć nie każdemu to wychodziło. Wtedy trzeba było wołać gospodarza. Z zaopatrzeniem pomagali między innymi żołnierze, którzy przynosili chleb.

Telefonu nie było.

Kiedy pewna kobieta chciała zadzwonić, Otto otworzył okno i pozwolił jej wołać. Tak tę scenę zapamiętała Liselotte.

Drobiazg. A jednak przywraca temu miejscu więcej życia niż niejeden wykaz dat. Nagle za oknami ze starej pocztówki widać gospodarzy i ich gości.

Dlaczego schronisko zniknęło?

Obiekt zamknięto w 1968 roku. Trzy lata później został rozebrany.

Opracowania historyczne wskazują zły stan techniczny budynku. Liselotte Nováková się z tym nie zgadzała. W jej wspomnieniach zamknięcie schroniska to decyzja, z którą trudno było się pogodzić.

Zostawiam obie perspektywy. Relacja gospodyni pokazuje, jak mocno była przywiązana do miejsca i jak wątpiła w decyzję o likwidacji. Sama jednak nie rozstrzyga, w jakim stanie był cały obiekt.

W 2021 roku uprzątnięto gruz, który po schronisku pozostał. Dziś o budynku przypominają podmurówka i tablice informacyjne.

Mała rzeźba przeżyła wielki dom

Schronisko znamy dziś z fotografii, opisów i wspomnień. Słonik nadal łączy dawny krajobraz ze współczesnym.

Przy następnej wizycie spójrz także na przestrzeń obok niego. Wyobraź sobie bryłę budynku ze starego zdjęcia. Pomyśl o ludziach, którzy przychodzili tu odpocząć, i o tych, dla których to był dom.

Bo czasem najciekawsza historia miejsca zaczyna się od zauważenia, że czegoś w nim brakuje.

Chcesz poznawać więcej historii ziemi kłodzkiej i jej pogranicza? Sprawdź mojego e-booka „Ziemia Kłodzka. Niesamowite opowieści”