Przejdź do treści
Strona główna » Opowieści » Dźwięk, który został w Dusznikach-Zdroju

Dźwięk, który został w Dusznikach-Zdroju

Jest takie miejsce w Dusznikach-Zdroju, które mijasz może codziennie, nie zatrzymując się na dłużej niż chwilę. Restauracja jak restauracja. Stoliki ustawione pod oknami, zapach kawy wczesnym rankiem, gwar rozmów wieczorem. A jednak wystarczy podnieść wzrok, żeby zobaczyć, że Rubato stoi tuż obok Teatru Zdrojowego imienia Fryderyka Chopina. Tego samego, w którym młody kompozytor dał swój pierwszy koncert poza granicami kraju.

To jest fakt. Reszta jest legendą, którą od lat opowiada się sobie po cichu, najczęściej wieczorem, kiedy w mieście robi się pusto.

Mówi się, że dźwięk czasem nie chce odejść.

Nie zostaje w nutach zapisanych na papierze. Raczej w murach. W powietrzu, które wieczorem gęstnieje inaczej niż w dzień, kiedy turystów już nie ma, kawiarnie gasną jedna po drugiej, a miasteczko zwalnia tak, że słychać własne kroki na bruku. Wtedy, jak mówią starsi mieszkańcy, łatwiej usłyszeć to, czego nie widać.

Niektórzy wspominają, że dawno temu, jeszcze przed wojną, krążyła opowieść o jednej nucie, która nigdy nie ucichła do końca. Nie wybrzmiała w teatrze, tam gdzie powinna się skończyć. Raczej przeniosła się dalej, przeszła przez ścianę, przez ulicę, przez lata, aż dotarła tam, gdzie dziś świecą się okna Rubato.

Każdego roku, w sierpniu, kiedy Duszniki znów żyją Międzynarodowym Festiwalem Chopinowskim i całe miasto pachnie muzyką jak rzadko kiedy indziej, ta opowieść wraca. Krąży, że jednej konkretnej nocy, już dawno po zamknięciu lokalu, ktoś przechodzący tamtędy słyszy fortepian.

Nie cały utwór. Nigdy cały.

Raczej kilka taktów, urywanych, niepewnych, jakby ktoś po drugiej stronie ściany próbował sobie coś przypomnieć i nie do końca mu się to udawało. Dźwięk wchodzi cicho, prawie niezauważalnie, tak jak wchodzi zapach deszczu zanim jeszcze spadnie pierwsza kropla. A potem znika równie nagle, jak się pojawił.

Drzwi zamknięte na klucz. Światło zgaszone. Krzesła poustawiane na noc.

A dźwięk jest.

Niektórzy mówią, że czuć wtedy w powietrzu coś jeszcze, prócz dźwięku. Chłód inny niż sierpniowa noc powinna dawać. Ciszę, która nie jest brakiem hałasu, tylko czymś gęstszym, jakby cała ulica wstrzymała oddech razem z Tobą. Krok, który automatycznie zwalnia, choć nikt go o to nie prosił.

Nikt nigdy nie zapukał, żeby sprawdzić.

Nie z odwagi im zabrakło. Raczej z czegoś innego, z przeczucia, że niektórych rzeczy lepiej nie sprawdzać do końca, bo przestają być Twoje, kiedy poznasz odpowiedź. Lepiej zostawić drzwi zamknięte i pozwolić dźwiękowi należeć do nocy, nie do faktów.

Może to tylko echo starego budynku, który skrzypi po swojemu, kiedy temperatura spada i drewno pracuje. Może to tylko legenda, którą ktoś kiedyś wymyślił, siedząc wieczorem przy kawie, dokładnie w tym samym miejscu, patrząc na ciemne okna teatru po drugiej stronie ulicy.

A może w Dusznikach-Zdroju niektóre dźwięki po prostu nie umierają. Może czekają na sierpień, na ciszę, na kogoś, kto akurat tamtędy przejdzie i zatrzyma się o jeden krok za długo.


Takich historii mam więcej. Legendy, sekrety, miejsca, które mijasz codziennie nie wiedząc, co się pod nimi kryje. Zebrałem je wszystkie w pakiecie Ziemia kłodzka. Legendy, sekrety, opowieści, razem z mapą, jeśli zechcesz sam sprawdzić, gdzie jeszcze coś czeka.

Wpisując kod RUBATO, otrzymasz ode mnie specjalną 20 procentową zniżkę.