Filipek Fediuk to nie legenda — to człowiek, którego pamiętają konkretni świadkowie. Mieszkał w Starym Waliszowie, niewielkiej wsi w ziemi kłodzkiej, i miał dar, którego nikt do końca nie potrafił wyjaśnić. Mówi się o nim do dziś — cicho, przy stole, jakby głośniej było nie wypada.
Są ludzie, o których nie pisze się w podręcznikach. Nie mają pomników ani tablic pamiątkowych. Żyją wyłącznie w pamięci tych, którzy ich znali — albo słyszeli o nich od rodziców i dziadków. Filipek był jednym z nich. I właśnie dlatego postanowiłem zebrać o nim wspomnienia.
Kim był Filipek Fediuk?
Był chłopskim jasnowidzem. Nie szarlatanem z jarmarku, nie mistrzem scenicznej iluzji. Kimś, do kogo przychodzono z konkretnymi pytaniami — gdzie jest zaginiona krowa, czy syn wróci z wojska, czy powinnam iść na wyczekiwany zabieg. I kto, według tych którzy do niego chodzili, potrafił odpowiadać.

Nie wszyscy mu wierzyli. Sceptycyzm jest naturalną reakcją na takie opowieści. Ale Filipek Fediuk to nie postać anonimowa, rozmyta przez pokolenia przekazów. To człowiek z adresem, z twarzą, ze świadkami — żywymi albo wspominanymi przez dzieci i wnuki. Liczba niezależnych relacji, które zebrałem przy pracy nad książką, skłoniła mnie do poważnego potraktowania tematu. Nie oceniam. Rejestruję.
Stary Waliszów — wieś, która prawie zniknęła
Stary Waliszów leży w cieniu Gór Bystrzyckich. Dziś to kilkadziesiąt domów, droga i cisza. Nie znajdziesz tu zbyt wiele turystycznych tablic ani szlaków oznaczonych kolorem. To właśnie ten rodzaj miejsca — pominięty, zapomniany, trochę poza światem — który sprzyja takim historiom.
Ziemia kłodzka ma w sobie coś szczególnego. Po 1945 roku wymieniono tu niemal całą ludność. Niemcy, którzy mieszkali tu od pokoleń, musieli odejść. Na ich miejsce przyszli Polacy z Kresów, z centralnej Polski, ze zniszczonych miast. Każda z tych grup przynosiła własną pamięć. Nakładały się na siebie jak warstwy w skale. I właśnie w tej złożonej, wielowarstwowej pamięci przetrwał Filipek Fediuk.
Reportaż zbudowany z prawdziwych świadectw
Praca nad tą książką wyglądała inaczej niż pisanie legend. Legendy można tworzyć przy biurku. Reportaż wymaga ludzi.
Przez kilka miesięcy zbierałem relacje — od osób, które same odwiedziły Filipka, i od tych, którym opowiedzieli o nim bliscy. Część relacji odrzuciłem. Nie ze względu na wątpliwości. Po prostu. Sporo z nich się powielało: choroby, miejsca, wątpliwości. Te, które zostały, złożyły się na coś, czego się nie spodziewałem — spójny obraz człowieka i miejsca.
Filipek Fediuk nie przepowiadał przyszłości w wielkim stylu. Nie stawiał horoskopów, nie wygłaszał proroctw. Słuchał. I mówił to, co — według świadków — okazywało się prawdą. Dlaczego tak było? Na to pytanie każdy czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Moim zadaniem było zebrać dowody i pokazać je uczciwie.
E-book, który możesz mieć dziś
Efektem tej pracy jest e-book „Filipek Fediuk. Wspomnienia o człowieku, który słuchał” — kilkadziesiąt stron reportażu napisanego bez upiększeń i bez zmyśleń. Tylko to, co usłyszałem od prawdziwych ludzi, i moje próby zrozumienia, co za tym stoi.

Jeśli interesujesz się ziemią kłodzką, historiami które nie trafiają do turystycznych folderów, albo po prostu lubisz reportaże które nie dają łatwych odpowiedzi — ta lektura jest dla Ciebie.
Przeczytaj też: